Podobno żadna wielka miłość nie umiera do końca. Możemy strzelać do niej z pistoletu lub zamykać w najciemniejszych zakamarkach naszych serc, ale ona jest sprytniejsza – wie, jak przeżyć. Potrafi znaleźć sobie drogę do wolności i zaskoczyć nas, pojawiając się, kiedy jesteśmy już cholernie pewni, że umarła albo że przynajmniej leży bezpiecznie schowana pod stertami innych spraw...
Pozdrawiam,
Tomasz Mahanti.

1 komentarz:
Miłośc.... co za uczucie... dla mnie lepiej by nie bylo jej:(.... nie potrafi sobie poradzic z nia...(myslac tak nad tym wszystkim)... Jedyne miejsce na ktorym rozladowywuje swoje mysli jest tel...albo kartka papieru i dlugopis... SIadam sobie gdzies gdzie nikt nie patrzy i pisze... ehhhhhh..... Chcialem zapomniec udalo sie do czasu:( pozniej wszystko powrocilo:(...
ps...Supcio ten blogasek mi sie podoba bardzo;);-*
Prześlij komentarz