sobota, 9 lutego 2008

Mój własny sport extremalny

Właśnie zdałem sobie sprawę, że ostatnimi czasy żyję na krawędzi. Chodzę bez czapki w największe mrozy, godzinami rozmawiam przez telefon, czytam "Malowanego Ptaka" Kosińskiego od deski do deski ze łzami w oczach, a od wczoraj jem banany od tej strony, co nie trzeba. To wszystko może się dla mnie źle skończyć...

Pozdrawiam,
Tomasz Mahanti.

Brak komentarzy: